4. Samolot
-To masz do niego numer telefonu, czy nie?- warknęłam,
bo byłam już rozwścieczona.
Przecież leciałyśmy tam, by się z NIM spotkać, a nie
na wakacje!
-W pewnym sensie- szepnęła lekko zdezorientowana
Adele.
Załamałam się.
-Jak to „w pewnym sensie”?- zapytałam spokojnie, by
rozluźnić atmosferę.
Natomiast w duchu miałam ochotę coś jej zrobić.
-Mam jego telefon domowy- odpowiedziała.
Po jaką cholerę mi jego domowy?! Przecież my się
mamy z nim spotkać, a nie wydzwaniać do jego rodziców.
-Masz netbook’a?- spytałam.
-No mam!- prawie na mnie warknęła.
-To napisz do niego teraz- rzekłam.
Znajdowałyśmy się na lotnisku. Miałyśmy równe 2
godziny na znalezienie „opiekuna” i wejście pod jego nadzorem do samolotu.
Adele klikała coś na laptopie, a ja rozglądałam się
za człowiekiem, który potencjalnie mógłby nam pomóc.
-Ok, mam już jego numer.- mruknęła lekko załamanym głosem.
-To świetnie- skomentowałam z nadzieją, że ją nie
okłamał.
-Patrz- krzyknęłam - Ta babka w zielonym, ona też
leci do Porto.- dodałam.
-To może z nią się zabierzemy?- zapytała jakby lekko
przestraszona wizją proszenia staruszki o pomoc.
-Czekaj- rozkazałam.
Podeszłam do starszej pani i opowiedziałam jej naszą
historię. Sprawiała wrażenie zdziwionej, ale chyba skorej oddania nam
przysługi.
-To mogła by pani potwierdzić, że wchodzimy pod pani
nadzorem?- zapytałam.
-Na pewno nie będziemy sprawiały żadnych kłopotów-
dodałam pośpiesznie, bo minę miała taką jak ja, kiedy ktoś próbował mi
wytłumaczyć Twierdzenie Pitagorasa.
-Nie ma żadnego problemu słoneczko!- mówiąc to
staruszka się uśmiechnęła.
-Dziękuję pani bardzo, nawet nie wie pani ile to dla
nas znaczy- Moje słowa były w stu procentach prawdziwe, ponieważ mogłam
wreszcie odetchnąć z ulgą.
-Ja tylko przeniosę koło pani nasze bagaże i my też
się przesiądziemy- mówiąc to ruszyłam w stronę Adele.
-Wszystko załatwione- szepnęłam w jej kierunku i
podniosłam swoją walizkę z ziemi.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha i powtórzyła mój
ruch.
Podeszłyśmy do starszej kobiety i usiadłyśmy.
-Teraz to wszystko takie nowoczesne- stwierdziła
pani w zielonym płaszczu.
Przytaknęłyśmy.
Później staruszka długo opowiadała nam, jak przeżyła
II wojnę światową i jak to było na robotach przymusowych u Niemców.
Słuchałyśmy z zaciekawieniem, nie dlatego, że nie
miałyśmy innego wyjścia, tylko po prostu same byłyśmy za bardzo przejęte, by
móc wykrztusić jakiekolwiek słowa.
Później położyłyśmy bagaże na takiej specjalne
ruchomej taśmie i pokazałyśmy bilety i paszporty. Kobieta zgodnie z planem
potwierdziła, że jest naszym opiekunem, za co byłyśmy jej ogromnie wdzięczne.
Gdy już wsiadłyśmy do samolotu i usiadłyśmy na nie
swoich miejscach, by móc siedzieć koło starszej pani, od razu zaczęłyśmy
planować jak dostać się do hotelu.
Lot minął szybko, ponieważ obie z Adele usnęłyśmy.
Podejrzewam, że staruszka też poszła w nasze ślady.
0 komentarze:
Prześlij komentarz