2. Wizyta
Zaraz po powrocie, poszłam do domu Adele.
Był to stary budynek, z przed czasów drugiej wojny
światowej, dodam, że był on też powalającej wielkości.
Nie czekając długo, bo wcale nie miałam ochoty tam
zapuścić korzeni, zadzwoniłam do drzwi.
-Hej Clovie! -krzyknęła Adele otwierając zamek.
-Siema.- powiedziałam i weszłam do środka.
Dom wyglądał jak zwykle. Przytulna, mała kuchnia.
Dodam jeszcze, że była strasznie zagracona. Obok niej salon, w którym
dominowały odcienie żółci i zieleni. Koło niego, pokój brata Adele i jeszcze
trochę dalej stały dębowe schody prowadzące na poddasze, czyli do „ królestwa”
mojej przyjaciółki.
-Słuchaj- zaczęła Adele.
-No mów- odpowiedziałam.
Czy ona nie mogła wreszcie przejść do setna sprawy?
Nie miałam za wiele czasu, ale nie grzecznie byłoby jej przerywać.
-Więc muszę się dostać do Portugalii- dopowiedziała.
Czyli jednak, tak jak myślałam- zwariowała.
-Chodzi o tego chłopaka… No wiesz tego, co się na
forum poznaliśmy- rzekła trochę zawstydzona.
Boże! Ona ciągle o nim myśli! To jest już nie od
zniesienia. W skrócie, chodzi o to, że zakochała się w jakimś boy’u i myśli, że
wyjdzie z tego wielka miłość. Ja tam nie wierzę w związki na odległość. Dodam
jeszcze, że mieszka on jakieś 3000 km od nas! Jej pomysły niestety są
nierealne, ale … Jest moją przyjaciółką i postanowiłam, że jednak jej pomogę.
Tylko jak?
-Powiedz, że żartujesz- szepnęłam.
-Nie- powiedziała stanowczo- ja to mówię całkiem
serio.
Przecież nie mogłam zostawić jej samej.
Przez długi czas milczałyśmy.
-Wiem!- krzyknęłam radośnie, że aż przestraszyłam
się swojego głosu.
Źrenice oczu Adele powiększyły się
dziesięciokrotnie.
-Więc tak- zaczęłam- mówiłaś mi, że masz jakieś
oszczędności, ja również, to za nie, możemy kupić dwa bilet do Porto, bo są
tańsze niż do Lizbony.- rzekłam spokojnie.
-To się nie może udać.- skomentowała,
-Jak nie, jak tak.- zakwitowałam.
-Potrzebujemy opiekunów w samolocie.- dodała
zasmucona Adele.
- Znajdziemy kogoś i polecimy na doczepkę.-
zaproponowałam- na pewno się zgodzi potwierdzić, że wchodzimy pod jego
nadzorem, a tylko tyle jest nam potrzebne.
-Całkiem niezły ten twój złowieszczy plan- zaśmiała
się.
-Pytanie jest tylko, kiedy.- mruknęłam pod nosem.
-Jutro!- wrzasnęła Adele, że aż mnie ucho rozbolało.
Na jutro przecież pewnie nie ma już biletów, a
zresztą wypadałoby się przygotować- pomyślałam.
-Nie- zaprotestowałam. Mimo tego, że zawsze miałam
chore pomysły, to ten wydawał się jeszcze gorszy.
-Za tydzień, dzisiaj zamów bilety, kasę oddam ci
jutro w szkole.- dodałam.
-oh dzięki, dzięki!- krzyczała w niebogłosy Adele.
Później zaczęła tańczyć na środku pokoju „makarenę”,
a ja tylko patrzyłam się na nią podejrzanie, czy aby na pewno to był dobry pomysł.
Przytuliłam ją na pożegnanie i wybiegłam z domu. Do
odjazdu autobusu zostało mi 3 minuty, więc musiałam biec kawał drogi na
przystanek.
0 komentarze:
Prześlij komentarz